Blog > Komentarze do wpisu
Co z tym światem? Eichelberger i wegetarianizm


Rozmowa z Wojciechem Eichelbergerem - Co z tym światem?Na początek fragment książki "Co z tym światem?". Z niej właśnie wziąłem pomysł na nazwę bloga, tak rzadko używane określenie - Sybaryta.

Renata Dziurdzikowska rozmawia z Wojciechem Eichelbergerem. Poruszają wiele ciekawych tematów. Są tam rozdziały o takich tytułach jak: Planeta, Ciało, Idole, Depresja, Udręczenie, Samotność, Mistrz czy Nieśmiertelność. Mnie bardzo zainteresował rozdział Mięso.


Renata Dziurdzikowska: Czy zwierzęta są do jedzenia?
 
Wojciech Eichelberger: Od dzieciństwa uczono mnie, że zwierzęta są do kochania a nie do jedzenia.

- Przecież kochamy zwierzęta. Ale to nie przeszkadza nam zabijać je i zjadać. Jak to się dzieje, że jedzenia mięsa nie wiążemy z faktem zabijania, z cierpieniem zwierząt?
 
- Bo od dziecka jesteśmy w tej sprawie uczeni hipokryzji. Małe dzieci odruchowo kochają zwierzęta. Ich miłość do zwierząt i poczucie braterstwa z nimi jest oczywistością; pies, kot, koń, ptak, robaczek czy padalec – wszystko jedno. Jedno z moich pierwszych oczarowań zwierzętami sprawiło, że godzinami przesiadywałem w pewnym końskim żłobie. Bez końca patrzyłem, jak ogromny pociągowy koń raz po raz zanurzał w sianie wielki łeb, prychał, sapał, chrumkał. Był piękny, absolutnie doskonały i spokojny. Każde dziecko doświadcza podobnych spotkań ze zwierzętami.
 
... Uczymy się hipokryzji. Wtedy zaczyna się w nas proces wewnętrznego rozszczepienia. Całujemy i ściskamy znane zwierzątka, a zabijamy i jemy inne, nieznane zwierzątka. Zwierzęta, które żyją obok nas i maja swoje imiona nazywamy przyjaciółmi. Cała reszta jest do zjedzenia. Świat naszych dobrych uczuć, zachwytu, lojalności i przyjaźni oddziela się od świata sklepowych chłodziarek, domowej lodówki, kuchni, stołu i talerza. Zaczynamy żyć w dwóch niestykających się światach. 

- Kilka lat temu byłam w delegacji służbowej we Włoszech. Organizatorzy pokazywali nam, dziennikarzom ze Wschodu, nowoczesny zakład przetwórstwa mięsnego. Nigdy nie zapomnę przygnębiającego wrażenia, jakie zrobiło na nas to miejsce. Pracownicy przy taśmach z fragmentami zwierzęcych ciał byli bladzi i apatyczni, niechętnie odpowiadali na nasze pytania. Czuliśmy się jak w grobie. Przez wiele godzin po tej wizycie nie mogliśmy dojść do siebie. A jednak wieczorem na bankiecie niemal wszyscy jedliśmy szynkę parmeńską...
 
- To dobry przykład rozszczepienia, w którym wszyscy żyjemy. Gdy wiele lat temu wybierałem wegetarianizm, bardzo inspirował mnie dwuzdaniowy tekst, który usłyszałem od jednego z moich nauczycieli: „Od setek tysięcy lat z mięsa duszonego w garnku sączy się wywar żalu i nienawiści, którym trudno położyć jest kres. Jeśli chcesz wiedzieć, skąd biorą się na świecie nieszczęścia wojen, wsłuchaj się w rozpaczliwy krzyk dochodzący z rzeźni o północy”.
 
Ktoś mógłby zapytać, jaki jest związek między jedzeniem mięsa a wojnami. Otóż jest i to ważny. Żeby móc na wojnie zabijać ludzi musimy być już wcześniej wewnętrznie rozszczepieni. Tak jak dzielimy zwierzęta na te do kochania i te do jedzenia, tak musimy podzielić ludzi – na tych znanych i kochanych i na tych obcych, obojętnych lub znienawidzonych, których można zabijać. Każda wojna jest tragicznym wyrazem ludzkiego wewnętrznego rozszczepienia i podwójnych moralnych standardów.
 
... od tysięcy lat trwamy w stanie totalnej wojny ze światem zwierząt i w bezwzględny sposób, a ostatnio wręcz na skalę megaprzemysłową, unicestwiamy miliardy zwierzęcych istnień. W dodatku robimy tak wyłącznie z łakomstwa i przyzwyczajenia, na setki sposobów udowodniono już, że bez mięsa żyje się ludziom lepiej, zdrowiej i dłużej.
 
... „Gdyby ściany rzeźni były ze szkła, nikt nie jadłby mięsa” powtarza Paul McCartney.
 
... Straszliwe cierpienie zabijanych zwierząt staje się składnikiem mięsa leżącego na talerzu. Mięso zwierząt rzeźnych zawiera w sobie duże ilości adrenaliny, a także innych toksycznych substancji związanych z ogromnym stresem, jakiego zwierzęta doświadczają przed śmiercią. Jedząc mięso, przyswajamy nie tylko biało, ale również zapisane w języku biochemii, całe niewymownie bolesne i upokarzające, zwierzęce doświadczenie. Nie mówiąc już o środkach chemicznych, antybiotykach i anabolikach, którymi w celu zapobiegania epidemiom hodowlanym i zapewnienia większych przyrostów wagi, faszerowane są zwierzęta.

- Jak to na nas wpływa? Wielu lekarzy twierdzi, że to właśnie dlatego chorujemy, stajemy się agresywni.
 
- Agresywni, sztywni fizycznie i mentalnie, a także zatruci. To widać gołym okiem. Wystarczy rozejrzeć się po świecie, po repertuarach kin, pooglądać telewizję. Zewsząd wylewają się przemoc i agresja ...

- Ale mięso daje poczucie bezpieczeństwa i sytości, może dlatego, że długo leży w żołądku.
- Przede wszystkim daje wrażenie mocy, siły, panowania nad innymi, bycie kimś szczególnym. Karmi pychę, chciwość i arogancję, złudzenie bycia panami tego świata, którzy mogą każdą istotę spoza swojego gatunku zabić i zjeść.
 
... Znam wielu zdrowych, silnych i mądrych dorosłych ludzi, którzy nigdy w życiu nie mieli mięsa w ustach. To raczej objadanie się ciałami zabitych zwierząt jest dla nas zagrożeniem.
 
... Często słyszę, że „skoro wyrzekłem się jedzenia mięsa, to z pewnością jestem ascetą”. Odpowiadam wtedy, że jest wręcz przeciwnie – jestem sybarytą. I tak w istocie jest, bo niejedzenie mięsa wpływa korzystnie na wiele obszarów mego życia i nie wiąże się z poczuciem braku i wyrzeczenia. Nasz związek z Ziemią jest w swej istocie związkiem miłosnym, więc nie sposób mówić o wyrzeczeniu czy gorzkim poświęceniu, gdy robimy coś na jej rzecz. Zatrzymując się w niepotrzebnym zabijaniu zwierząt, jesteśmy bardziej w zgodzie ze sobą, zdrowsi i bardziej odporni – wydatnie poprawiamy jakość swego życia. W dodatku otwiera się w nas i wokół nas róg obfitości subtelnych, zmysłowych wrażeń i radości z nieprzeliczonych kolorystycznych i smakowych kompozycji bezmięsnych.
 
... Nadmiar jedzenia i brak świadomości tego, jak wiele pracy i poświęcenia wiąże się z jego wytworzeniem, znieczulają nas, rozpaskudzają i coraz głębiej wpędzają w arogancką pychę.
niedziela, 06 lipca 2008, mvp81
Komentarze
2009/11/05 02:56:24
Bardzo dobry wywiad.
Nic dodać nic ująć.
krystyna
statystyka